2009-02-07
.

Zaspałam dziś na basen.

Po samochodzie, w poprzedni weekend popsuła się pralka - żeby choć emerytką była, ale ona przecie w kwiecie wieku - 3,5 roku ma. Po gwarancji już. Przyszedł fachura, cośtam wymienił, skasował prawie dwie stówki. Efekt - pralka nadal nie działa. Ale za to mam nową pompę! Minęły dwa dni, przyszedł znowu, potrzebna jest naprawa za kolejne trzy stówki. Chyba nie będę ryzykować kolejnej inwestycji w ten szmelc  Ale wie pani... ja od pani odkupię tą niedziałającą pralkę. Coś mi tu nie pasuje, czas zrezygnować z firmowego serwisu i zasięgnąć języka u niezależnego fachowca. A brudne ciuchy się kiszą... Na szczęście wczoraj sąsiadka się zlitowała i zaprosiła na pranie. Do rany przyłóż kobietka. Co następne się popsuje?

Niech już będzie kwiecień. Początek roku to zawsze u nas jakaś katastrofa.

skomentuj (1)

2009-02-02
.
Poniedziałek na boku. Zaraz będzie środa, potem weekend i  luty będzie leciał z górki.

Pensja weszła. Rachunki opłacone. Szczuplej na koncie i lżej na duszy.

Teraz basen. Nie taki tam zwykły. W hotelu nad morzem, podświetlony od dołu, z ciemnicą powyżej lustra wody, muzyczka do rytmu i trener na brzegu. Aquaaerobik :-) Idę wbić się w kostium...



skomentuj (1)

2009-02-01
Powroty...
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu,
Świat chcesz dzielić na białe i czarne,
Miły boję się twoich powrotów.

Powrót tam, gdzie nie myślałam wracać jeszcze niedawno, skąd wyjazd przewrócił życie do góry nogami nie tylko mi, ale i całej rodzinie. Ucieczka niespodziewana, bolesna i brzemienna w skutkach. Przetarłam drogę młodzieży w mojej rodzinie i zasiałam strach w ich rodzicach. Nie miałam zamiaru. Cel był inny. Nie mam ochoty na rehab. Przeszłości nie wymażę. Każda rodzina ma ponoć czarną owcę - lubię maskujące kolory.

Teraz plan, organizacja, środki - praca, czas, strategia.

Kto - jak nie my? :-)


skomentuj (2)

2009-01-31
Amerykański teatr telewizji (kina)?
Dwa filmy.

"Idealny facet..." - odrobina tandety, trochę świra, drwin z, jak to Cejrowski ma w modzie mówić, katoli, ale i feministek (vide les- i homo-, tudzież niewiadmo-). Pamflet na polski klerykalizm i feminizm? Dlaczego jestem niemalże pewna, iż reżyser i scenarzysta nie mieli w planie aż tak ambitnego przekazu ;-)?

"Droga do szczęścia" - Polacy, to potrafią tłumaczyć tytuły, doprawdy... Statyczny, a zarazem dramatyczny. Ci, którzy chcą zobaczyć kontynuację "Titanic'a" srodze się zawiodą. Skojarzył mi się z polskim, ambitnym teatrem telewizji. 

Zaczynam przyzwyczajać się do myśli o powrocie. Decyzja dawno już zapadła, ale muszę to przegadać z sobą. Potrzebne do tego kilka takich weekendów. A kilka miesięcy, by na nowo do siebie dotrzeć. Czasem jestem jak automat. Trybiki działają. Czasem? Pewnie częściej. O wiele za często.

Autko śmiga. Mechanik - pierwsza klasa. Pokazał, mimo, że ja w temacie blondynka, co pod klapą się zmieniło, powiedział co jeszcze możnaby podreperować.

Pod kinem zaklęłam brzydko, choć wydaje się, że taka byłam zrelaksowana... Jakiś fiutek tak zaparkował swoją landarę, że ledwie wsiadłam za kierownicę, nie mówiąc już o wycofaniu z miejsca parkingowego.
skomentuj (3)

2009-01-31
Auto zdrowe?
Chwila, moment i jadę po autko. W zeszłym roku daliśmy mu nieźle w kość, przejechał tysiące kilometrów. W zasadzie te tysiące poszły w dziesiątki tysięcy. Zbuntowało się dopiero w zeszłym tygodniu.

Potem kino. Pojadę sama. Kiedyś do głowy by mi nie przyszło takie wyjście w pojedynkę - teraz nawet to polubiłam. Szkoda tylko, że wybór repertuaru taki sobie.
Kate i Leo wzywają ;-)


skomentuj (4)

2009-01-30
Przepraszam, czy tu biją?
No co... trochę mi zeszło. Nie gniewajcie się Babolce, jeśli jeszcze tu zaglądacie.

Brak weny, chęci do pisania. Wielki zapierdziel tu i tam - więc sami wiecie, jakoś tak półtora roku niemal zeszło ;-)

W tym czasie wreszcie napisałam pracę a i nawet obroniłam. W tak zwanym międzyczasie pyknęłam kurs, drugi w toku. Domowo też trochę zmian, ale o tym potem.

 


skomentuj (0)

2007-08-31
.

To już koniec tygodnia - jakże odkrywcze.

Na biurku kubek z brzoskwiniową herbatą na skołatane nerwy.

Ileż to razy powtarzałam już sobie, że nie dam się wciągnąć w żadną chryję. Setki. Oczywiście, że po raz kolejny nie potrafiłam odmówić wykonania dodatkowego, przerastającego moje możliwości czasowe, zadania. No przecież dam radę... Czuję się także niesamowicie doceniona (sic!). Nie ma to jak "konstruktywna" krytyka za nieistotny fakt sprzed pół roku.

W związku z powyższym praca nie napisana. Popołudniami padam na pysk, ewentualnie podpieram się rzęsami.

Odkryłam małe remedium na moje stresy. Otóż totalnie odpręża mnie wybieranie i kupowanie kosmetyków. Ważne, żeby było tego dużo i by pięknie pachniało, gdy już otrzymam paczkę i zabiorę się za testowanie i wąchanie. Nawet rosnący rachunek do zapłacenia za zamówione tubeczki i flakoniki mnie nie przeraża...

A teraz... do pracy. Przecież dawno już nie siedziałam przy komputerze. Raptem od 16.15.

Wiem, że marudzę. Ostatnio robię to stale i wcale mi się to nie podoba.

skomentuj (4)



Księga Gości
obejrzyj . wpisz się

Archiwum
2009
luty
styczeń
2007
sierpień
lipiec


#
Magda P.
zakamarek
miniorki
twins & co
młoda mężatka
wife
wezon
sliwka
nec
pani
stula



* * * *
layout by Inez
for Linkup